Szukam szkoły języka angielskiego dla trzylatka. Najlepiej na Gaju. Mógłby
mi ktoś podać jakieś namiary?
Angielski dla 3-latka... jaka szkoła?
Oglądasz wersję archiwalną tematu "Angielski dla 3-latka... jaka szkoła?" z forum pl.regionalne.wroclaw
Szukam szkoły języka angielskiego dla trzylatka. Najlepiej na Gaju. Mógłby
mi ktoś podać jakieś namiary?
Szukam szkoły języka angielskiego dla trzylatka. Najlepiej na Gaju.
Mógłby mi ktoś podać jakieś namiary?
http://helendoron.com.pl/wroclaw.html
| http://helendoron.com.pl/wroclaw.html
orientujesz sie moze w cenach?
mi ktoś podać jakieś namiary?
Niestety, patrzę na to co się teraz dzieje i wyglada mi to na istne szaleństwo.
Pozdrawiam,
Kilof
"Szkoła angielskiego" dla 3-latka ?! To takie "cuś" istnieje ?
Jeśli tak, to świat oszalał ! Jak dobrze, że moim rodzicom nie xxxxxxxxx
Idealnie by było, gdyby dziecko od urodzenia miało do czynienia z językiem,
którym ma się docelowo posługiwać, ale może dla 3-latka nie jest jeszcze
za późno. Sama posłałabym moje dziecko do przedszkola, w którym mówiono
by do niego po angielsku (gdybym miała dziecko i gdyby istniały w Polsce
takie przedszkola, na szczęście i tak biorę pod uwagę wyjazd na stałe
do Londynu ;) ).
Czasem warto trochę pomyśleć, zanim wyrazi się swoje oburzenie :).
którym ma się docelowo posługiwać, ale może dla 3-latka nie jest jeszcze
za późno.
Nie wiem natomiast, czy rodzice będą w stanie przełknąć fakt, że ich prawie
dorosłe 6-letnie dziecko ;-) nie mówi po angielsku i np. nie korzysta
z komputera (bo komórkę to już mu chyba do przedszkola zafundują ;-).
Pozdrawiam,
Kilof
"Szkoła angielskiego" dla 3-latka ?! To takie "cuś" istnieje ?
Jeśli tak, to świat oszalał ! Jak dobrze, że moim rodzicom nie xxxxxxxxx
i miałem tzw. szczęśliwe dzieciństwo.
O takie stwierdzenia właśnie mi chodziło :-)
Uwierz mi na słowo - trzyletnie dziecko ma naprawdę jeszcze sporo
czasu na to, aby "mieć do czynienia" z językiem obcym i biegle się
go nauczyć. Więcej, nawet dla 13-latka "nie jest jeszcze za późno" !
Nie wiem natomiast, czy rodzice będą w stanie przełknąć fakt, że ich
prawie
dorosłe 6-letnie dziecko ;-) nie mówi po angielsku i np. nie korzysta
z komputera
Moja trzyletnia córeczka lepiej obsługuje komputer niż jej 50letnia babcia.
I nie zmuszałem jej do "nauki" obsługi myszki. Poza tym z tego co wiem to
nauka języka obcego dzieci w tym wieku polega na zabawie z innymi dziećmi.
Nie będę dziecku bronił kontaktu z innymi dziećmi a tym bardziej zabraniał
mu się bawić.
A jeżeli jednocześnie osłuchą się z językiem obcym to kiedyś łatwiej będzie
jej nauczyć się tego języka.
(bo komórkę to już mu chyba do przedszkola zafundują ;-).
O takie stwierdzenia właśnie mi chodziło :-)
Uwierz mi na słowo - trzyletnie dziecko ma naprawdę jeszcze sporo
czasu na to, aby "mieć do czynienia" z językiem obcym i biegle się
Nie wiem natomiast, czy rodzice będą w stanie przełknąć fakt, że ich prawie
dorosłe 6-letnie dziecko ;-) nie mówi po angielsku i np. nie korzysta
z komputera (bo komórkę to już mu chyba do przedszkola zafundują ;-).
Nie mówiąc o podręcznikach do chemii organicznej i fizyki kwantowej - a
znam niestety nawet takich rodziców.
| Szukam szkoły języka angielskiego dla trzylatka. Najlepiej na Gaju.
| Mógłby mi ktoś podać jakieś namiary?http://helendoron.com.pl/wroclaw.html
--
Dominik 'Szem...' Mirowski
e-mail adress NA
Lama
| O takie stwierdzenia właśnie mi chodziło :-)
| Uwierz mi na słowo - trzyletnie dziecko ma naprawdę jeszcze sporo
| czasu na to, aby "mieć do czynienia" z językiem obcym i biegle sięA po co ten język ma być w ogóle dla niego obcy?
Może na to pytanie mi odpowiesz :).
Jakim akcentem będzie mówiło dziecko ? Północnym USA, południowym
USA, angielskim, australijskim, czy... polskim ? ;-)
Pozdrawiam,
Kilof
Jakim akcentem będzie mówiło dziecko ? Północnym USA, południowym
USA, angielskim, australijskim, czy... polskim ? ;-)
a jakim to cudem dla Polaka, urodzonego i wychowanego w Polsce,
przez matkę/tatkę/babkę/dziadka/ciotkę/wujka Polaka, jezyk angielski
miałby być językiem 'natywnym' ?
1. Rolą rodziny jest jak najlepsze przygotowanie młodego człowieka
do życia w społeczeństwie.
2. Język najlepiej przyswajany jest w ciągu pierwszych lat życia
dziecka. Uczy się go w sposób naturalny, poznając świat. Uczy się
świata i języka.
3. Możemy nie mieć w rodzinie nikogo, kto mówi płynnie po angielsku,
ale czy to oznacza, że mamy skazać dziecko na to, żeby dopiero później
z trudem uczyło się tego, co mogło z łatwością przyswoić sobie wcześniej?
Czy nie lepiej właśnie w takim wieku dać po prostu dziecku kontakt
z językiem? Wiadomo, że będzie musiało poznać jakiś język, bo w dzisiejszym
świecie inaczej się nie da. Więc najlepiej dać mu kontakt z ludźmi, którzy
takim językiem mówią. Byleby mówili poprawnie.
A czy to dla dziecka jakiś dodatkowy wysiłek? Wątpię, jeśli odpowiednio
się tym pokieruje.
Uważam, że to wspaniały pomysł i prezent na całe życie.
Ja np. jestem wdzięczna mojej mamie, że gdy byłam w drugiej klasie
podstawówki nauczyła mnie innych niż dziesiętny systemów liczenia...
Strasznie mi się to spodobało.
W ogóle lubiłam, jak siadała ze mną i coś mi tłumaczyła, tylko niestety
bardzo rzadko miała na to czas - dużo pracowała.
Nie rozumiem negatywnego nastawienia do rodziców, którzy chcą zadbać
o rozwój intelektualnych swoich dzieci.
Nie wiem natomiast, czy rodzice będą
w stanie przełknąć fakt, że ich prawie
dorosłe 6-letnie dziecko ;-) nie mówi
po angielsku i np. nie korzysta
z komputera
Pozdrawiam
Sir Piernik
| Nie mówiąc o podręcznikach do chemii organicznej i fizyki kwantowej - a
| znam niestety nawet takich rodziców.
Wszystko zależy od konkretnego egzemplarza dziecka, jeśli rwie się
do nauki lub jest wybitnie zdolne to dlaczego rodzice mieliby ograniczać
jego rozwój?
Jeśli rwie się do nauki trzeba rozsądnie wybrać, czego ma się uczyć i w
jakim tempie. Co do wybitnych zdolności - skąd wiadomo, że dziecko jest
wybitnie zdolne? - bo tak się wydaje ambitnym rodzicom, którzy te
ambicje przenoszą na dziecko? To nie takie proste.
Pamiętam, że jak o coś pytałam rodziców, nie zbywali mnie byle czym, tylko
odpowiadali wyczerpująco na moje pytania. Pamiętam, jak tato uczył mnie
grać w szachy jak miałam 5 lat. Pamiętam, jak w czasie podróży po Polsce
rodzice nauczyli mnie obliczania, ile czasu zajmie podróż przy danej
prędkości...
Fajne to było - miałam się czym zająć i nigdy bym nie pomyślała, że ktoś
może sobie pomyśleć, że rodzice mnie katują, niepotrzebnie ucząc jakichś
rzeczy.
A dziecko, które uczęszcza na jakieś zajęcia i zaczyna odnosić sukcesy jest
bardziej zadowolone z siebie. Ma większe grono znajomych. Lepiej sobie też
radzi w szkole, bo ma szerokie zainteresowania i nauka nie sprawia mu
problemów. Ale pod warunkiem, że zostało ukierunkowane odpowiednio przez
rodziców. Wiem, bo sama byłam takim dzieckiem.
Rozwój niejedno ma imię, to nie tylko liczba znanych języków. Bywa, że
dziecko, które nie spędza wszystkich wolnych chwil na nauce języków,
lekcjach fortepianu, śpiewu czy tańca, jest lepiej rozwinięte (w ogólnym
sensie psychologicznym).
A ogólny rozwój psychologiczny to już inna sprawa... tutaj dyskusja jest
o rozwoju intelektualnym. A "zepsuć" dziecko np. emocjonalnie można
niezależnie od tego czy wysyła się je na angielski czy nie.
tylko
odpowiadali wyczerpująco na moje pytania. Pamiętam, jak tato uczył mnie
grać w szachy jak miałam 5 lat. Pamiętam, jak w czasie podróży po Polsce
rodzice nauczyli mnie obliczania, ile czasu zajmie podróż przy danej
prędkości...
Fajne to było - miałam się czym zająć i nigdy bym nie pomyślała, że ktoś
może sobie pomyśleć, że rodzice mnie katują, niepotrzebnie ucząc jakichś
rzeczy.
Nie jestem psychologiem anie pedagogiem, ale wydaje mi się, że w tym
właśnie leży sens prawidłowego rozwoju - żeby to rodzice uczyli dziecko,
poświęcali mu czas, wzbudzali w nim zainteresowania. Kursy zewnętrzne w
wieku 3 lat to chyba jednak za wcześnie. W większości krajów szkoła jednak
zaczyna się w wieku 6-7 lat, wtedy więc zaczyna się ten najlepszy etap na
nauczanie dziecka przez specjalistów.--
mangha
Pozdrawiam
Lama
Dzieci są ogólnie bardzo zdolne,
a im wcześniej pomoże im się odkryć
własne predyspozycje, tym lepiej.
Poza tym z nauki można zrobić doskonałą zabawę!
Pamiętam, że jak o coś pytałam rodziców, nie zbywali mnie byle czym, tylko
odpowiadali wyczerpująco na moje pytania. Pamiętam, jak tato uczył mnie
grać w szachy jak miałam 5 lat. Pamiętam, jak w czasie podróży po Polsce
rodzice nauczyli mnie obliczania, ile czasu zajmie podróż przy danej
prędkości...
Fajne to było - miałam się czym zająć i nigdy bym nie pomyślała, że ktoś
może sobie pomyśleć, że rodzice mnie katują, niepotrzebnie ucząc jakichś
rzeczy.
A dziecko, które uczęszcza na jakieś zajęcia i zaczyna odnosić sukcesy jest
bardziej zadowolone z siebie.
Ma większe grono znajomych.
Lepiej sobie też
radzi w szkole, bo ma szerokie zainteresowania i nauka nie sprawia mu
problemów. Ale pod warunkiem, że zostało ukierunkowane odpowiednio przez
rodziców.
Wiem, bo sama byłam takim dzieckiem.
| Rozwój niejedno ma imię, to nie tylko liczba znanych języków. Bywa, że
| dziecko, które nie spędza wszystkich wolnych chwil na nauce języków,
| lekcjach fortepianu, śpiewu czy tańca, jest lepiej rozwinięte (w ogólnym
| sensie psychologicznym).
No dobrze, ale widzisz jakieś przeciwskazania co do tego, żeby dziecko
poznawało język angielski na równi z polskim?
A ogólny rozwój psychologiczny to już inna sprawa... tutaj dyskusja jest
o rozwoju intelektualnym.
A "zepsuć" dziecko np. emocjonalnie można
niezależnie od tego czy wysyła się je na angielski czy nie.
P.S.
Nie zrozum mnie źle - nie malkontencę bez przyczyny - chcę po prostu
pokazać, że to co rodzicom wydaje się dobre dla dziecka, nie musi takie
dla niego być i że wychowywanie dziecka to nie "hodowla czempiona",
trzeba być bardzo ostrożnym i nie zapominać, że bycie rodzicem to
wyjątkowo trudne i odpowiedzialne zadanie. Nauka języków obcych we
wczesnym dzieciństwie - tak, ale nie na przymus i nie kosztem innych
"fragmentów" małego człowieka, w tym wieku są ważniejsze sprawy.
Nie jestem psychologiem anie pedagogiem, ale wydaje mi się, że w tym
właśnie leży sens prawidłowego rozwoju - żeby to rodzice uczyli dziecko,
poświęcali mu czas, wzbudzali w nim zainteresowania. Kursy zewnętrzne w
wieku 3 lat to chyba jednak za wcześnie. W większości krajów szkoła jednak
zaczyna się w wieku 6-7 lat, wtedy więc zaczyna się ten najlepszy etap na
nauczanie dziecka przez specjalistów.
No chyba że z tym poczekamy na późniejszy okres życia, wtedy gdy dziecko
umie już mówić - wtedy dużo trudniej będzie mu nauczyć się np. języka
angielskiego, tak, to już będzie dla niego obcy język. Będzie się go uczyło
wtedy już tylko poprzez pośrednictwo własnego języka, a nie poprzez
konfrontację z otaczającym go światem, czyli metodą naturalną. I taka nauka
będzie dla niego trudniejsza, bo, po pierwsze: umysł powoli przestaje
być tak chłonny, po drugie: dziecko ma już zakorzenione zasady budowy
zdań po polsku i trudno mu będzie wytłumaczyć, dlaczego po angielsku
składnia jest inna, podczas gdy podczas nauki naturalnej w ogóle by się
nad tym nie zastanawiało.
A jeśli poczekamy z nauką jęyków na czas, aż dziecko pójdzie do szkoły,
to będzie od razu uczyło się pisać, przez co dużo wolniej nauczy się mówić.
Dziecko szczególnie zdolne do języków poradzi sobie, ale już przeciętnie
zdolne może nigdy nie posiąść umiejętności dobrego władania obcym językiem,
chyba że włoży w to naprawdę wiele wysiłku.
Gwoli uściślenia, metoda Helen Doron nie jest kursem "zewnętrznym" w tym
sensie, że dziecko się na niego "posyła". Podczas zajęć jesteśmy cały czas
wyjątkowo trudne i odpowiedzialne zadanie. Nauka języków obcych we
wczesnym dzieciństwie - tak, ale nie na przymus i nie kosztem innych
"fragmentów" małego człowieka, w tym wieku są ważniejsze sprawy.
Trochę to tak, jakbym zapytała na grupie o samochodach np. jak naciągnąć
pasek klinowy w aucie, a radzono mi, żebym lepiej wymieniła olej ;).
Oczywiście masz rację z tym właściwym rozwojem emocjonalnym człowieka,
ale jeśli chodzi o intelektualny to dalej się będę upierać, że lepiej
stwarzać możliwości niż ich nie stwarzać. Oczywiście, że nic na siłę,
ale często siła wcale nie jest potrzebna, wystarczy odpowiednie podejście.
| wyjątkowo trudne i odpowiedzialne zadanie. Nauka języków obcych we
| wczesnym dzieciństwie - tak, ale nie na przymus i nie kosztem innych
| "fragmentów" małego człowieka, w tym wieku są ważniejsze sprawy.
No oki, ale kto mówi, że kosztem.
Trochę to tak, jakbym zapytała na grupie o samochodach np. jak naciągnąć
pasek klinowy w aucie, a radzono mi, żebym lepiej wymieniła olej ;).
Oczywiście masz rację z tym właściwym rozwojem emocjonalnym człowieka,
ale jeśli chodzi o intelektualny to dalej się będę upierać, że lepiej
stwarzać możliwości niż ich nie stwarzać.
Oczywiście, że nic na siłę,
ale często siła wcale nie jest potrzebna, wystarczy odpowiednie podejście.
Witam,| Gwoli uściślenia, metoda Helen Doron nie jest kursem "zewnętrznym" w tym
| sensie, że dziecko się na niego "posyła". Podczas zajęć jesteśmy cały czasSuper! A możesz jeszcze opisać tę metodę nauki? :)
CHANI. Now playing: "dream theater - 04 - honor thy father.mp3".
Pozdrawiam
Lama
A moze lepiej, zamiast wydziwiac, nauczyc smarkacza najpierw doic krowe???
Czlowieku, dziecko ma "okienko" do nauki jezyka i jezeli sie w nie nie
wstrzelisz to obcy jezyk bedzie dla niego zawsze obcy.
Trzy czy czterolatek,
uczony fachowo przez nativ speakera bedzie mial cale zycie "przody", bedzie
dzieckiem dwujezycznym.
Moze to Cie boli, ze przespales (albo Twoi rodzice) i teraz boisz sie
konkurencji?!
Kilof
To, że Tobie w życiu nie wyszło, nie znaczy, że musisz
swojego dzieciaka w wieku niemowlęcym wysyłać na naukę
angielskiego. Wierz mi - jak rodzice są do bani to nawet pranie
mózgu od noworodka nie pomoże.
"Będzie miał przody" - dobre - jak rodzice mają tyły, to ich dziecko
*nigdy* nie będzie miało przodów.
Co miałem "przespać" ? Doskonale sobie w życiu daję radę, znam swoją
wartość.
Jedyną rzeczą która mnie boli to posty takich osób jak Ty, które
uważają, że jak ktoś od niemowlaka nie zakówa to będzie miał "tyły" do
końca
życia.
GreG
na drewnianych klockach i bujanym koniu.
Kilof